Bankructwo – porażka czy życiowa lekcja?

Bankructwo – porażka czy życiowa lekcja?

Biznes miałem we krwi od najmłodszych lat, nie tylko dzięki wzorcom zaczerpniętym od rodziców oraz tego, że uczony byłem przez nich ciężkiej pracy ale przede wszystkim dlatego, że bardzo wcześnie sam mogłem poczuć wartość pieniądza, będąc w stanie w wieku 14 lat kupić swój pierwszy samochód.

Świat wielkich kontraktów poznawałem w latach 2000-2004 zarządzając firmą budowlaną z wielomilionowymi kontraktami. Były to dla mnie lata cennych lekcji z budowania i zarządzania sporym kapitałem, który nie należał do mnie, więc mogłem uczyć się bez ryzyka utraty kapitału. W 2004 roku rozpocząłem własną przygodę z biznesem. Założyłem firmę swojej żonie, w której byłem pełnomocnikiem. Początkowo było to sześciu zbieraczy złomu, jednak napisany i konsekwentnie wprowadzany przeze mnie biznes plan w ciągu pięciu lat stworzył przedsiębiorstwo zatrudniające 120 osób i przetwarzające 4000 ton odpadów dziennie.

W 2007 roku polski rząd podpisał umowę na realizacje Euro 2012. Zacząłem się przygotowywać by moc stanąć do przetargów na równi z wielkimi koncernami i mając potencjalnie dużą szansę na wygraną ze względu na spore zapasy materiałowe i mniejsze koszty zarządzania naszą firmą. Przepustką do startu w przetargach miały być ostatnie brakujące do kompletu referencje, które mogłem uzyskać na kontrakcie, który zamiast przepustką do wolności, stał się gwoździem do mojej biznesowej trumny.

Tutaj ujawniły się braki we współpracy i zabezpieczaniu umów oraz kontraktów. Do tej pory działałem wedle zasady „słowo droższe od pieniędzy”, jednak ta lekcja ujawniła, że wielki biznes kieruje się zasadą „duży może więcej”. Podpisałem kontrakt na 5 000 000zł. W trakcie realizacji kontraktu, zmieniono technologię i tu udowodniłem swoją fachowość pracując w ciężkich warunkach atmosferycznych i geologicznych, a moje autorskie zmiany uratowały realizację kontraktu w terminie. Z rozpędu, zapominając z kim gram, ograłem się sam dostarczając w trzy miesiące na budowę kruszyw o wartości 3 600 000 zł. i odbierając z niej odpady, których utylizacja kosztowała mnie 1 400 000 zł. Gdy próbowałem odzyskać zainwestowane środki za pośrednictwem Urzędu Marszałkowskiego, dowiedziałem się, że generalny wykonawca nie miał prawa zatrudniać podwykonawców na zlecony mi zakres ze względu na trudność i wartość zakresu, który mi zlecił.

3 lata walki, prywatne śledztwa, blisko 300 firm, które w podobny sposób zostały oszukane w procesie budowy polskich dróg i autostrad nie przyniosły efektu. Temat został zamieciony pod dywan. Poniosłem łączne straty sięgające 20.000.000 zł, utratę firmy i całego budowanego prywatnego majątku, utratę zdrowia i poczucia bezpieczeństwa.

Finansowe straty nie były najtrudniejszym bólem do pokonania, może dlatego, że nie traktuję pieniędzy jako wyznacznik statusu społecznego i uważam, że przyjąłem tylko kosztowna lekcję. Największy ból jednak sprawiła mi postawa partnerów biznesowych, którzy przez wiele lat zarabiali dzięki mnie poważne pieniądze a w momencie, gdy leżałem, postanowili kopać leżącego. Gdyby nie moja siła samozaparcia i ciągła walka z systemem, który w żaden sposób nie chroni polskich przedsiębiorców, odebranoby mi moją tożsamość i spuszczono w klozecie. Po ostatnim proteście jednak, który zorganizowałem w Warszawie, stwierdziłem, że walka z polskim systemem mija się z celem. Doświadczyłem w Polsce braku praworządności, pomimo że czasy komunizmu zakończyły się kilka dekad temu, nadal rządzą tym krajem korupcja i układy a ja nie zamierzałem brać w tym udziału.

Postanowiłem wyjechać do UK i była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Żona jest w trakcie procesu upadłości konsumenckiej, która zdejmie z niej jarzmo długów a ja mogę na nowo, bogatszy o doświadczenia skupiać się na budowaniu biznesu w kraju, którym rządzi zasada ‘common sense’.

Na czym polegał mój błąd?

W czasach kiedy prowadziłem działalność, dysponowałem wielką wiedzą techniczną w sekcji budowlanej i organizacyjnej. Zabrakło mi jednak doświadczenia w pływaniu na wodzie z rekinami. Moje skromne doświadczenie nie dało mi przewidzieć korupcji na projektach przy budowie 2012. Mierzyłem wszystkich swoją miarą uczciwości i zgubiła mnie miłość do miasta i mojej firmy.

Ale czy jest to tylko moja historia?

Bankructwo? Na to słowo większość dobrze prosperujących przedsiębiorców zatyka uszy i obraca się na pięcie ze słowami na ustach „Mnie to nie dotyczy!” lub „Mnie to nigdy nie spotka, więc po co mam tego słuchać?” To wielki błąd.

Każdy przedsiębiorca chce czuć się bezpiecznie w trakcie budowania swojego majątku. Co najważniejsze, jego prywatny majątek powinien stanowić zupełnie odrębną wartość, nietykalną pod żadnym pozorem. Posiadając wiedzę na temat tego czym jest bankructwo i jak się przed nim uchronić, można zaoszczędzić sobie wielu przykrości, z którymi ja się borykałem. Czasami błądząc jak dziecko we mgle, odkrywałem tajemnicze i nieznane mi zakątki wielkiego świata biznesu, nie do końca uczciwego.

Dla mnie więc gotowość do uwzględnienia zagrożeń i potencjalnej porażki finansowej stanowi element skutecznego planowania. Każdy przedsiębiorca z ogromnym apetytem na sukces powinien być świadomy i gotowy na wyjście awaryjne.

Arkadiusz Bąk

Arkadiusz wystąpi na  warsztach THE GOLD WINNING TEAM 20 czerwca 2019 w Bedford i poprowadzi panel ,,BANKRUCTWO  – WYKLUCZENIE SPOŁECZNE CZY LEKCJA I NOWE MOŻLIWOŚCI”, na którym dowiesz się:

• Jak w wyniku zmian strukturalnych w Polsce upadał jego biznes notując milionowe straty
• Jak Arek podniósł się z tego upadku
• Jak się zabezpieczyć przed bankructwem
• Jak i kiedy wprowadzać plan naprawczy
• Jak zamieniać porażki w sukces finansowy

Zarezerwuj swój bilet tutaj  http://bit.ly/2MXoVpk