Meg Turner – Od ulicy Sezamkowej do Pro Language Project

Meg Turner – Od ulicy Sezamkowej do Pro Language Project

Najlepszy nauczyciel to taki, który wskaże, gdzie patrzeć, ale nie powie, co widzieć. Magdalena Turner, założycielka szkoły języków obcych Pro-Language Project, to jeden z tych wykładowców, do których chce się wracać. Pełna inspiracji, wie jak przekazywać wiedzę, działać i motywować. Dlaczego niezdany rok na studiach okazał się strzałem w dziesiątkę, jak nie nauczać oraz przed czym przestrzegać uczniów? Poznajcie pedagogiczny wulkan energii.

Patrząc wstecz: kto lub co miało największy wpływ na Twoją naukę języka?

Chyba moja mama, która szybko odkryła we mnie predyspozycje językowe. Wszystko zaczęło się od programu Sesame Street w angielskiej wersji językowej. Tuż po obejrzeniu programu biegłam do mamy powtarzając to, czego się nauczyłam i… zmyślając drugą połowę. Zachęcona odkrytym talentem, zaczęłam każdego dnia uczyć ją kolorów, liczb i alfabetu. W nagrodę kupiła mi zabawkową kredową tablicę. Wtedy postanowiłam, że gdy dorosnę, zostanę nauczycielką. Nie miałam angielskiego w szkole podstawowej. W czwartej klasie wprowadzono nam język rosyjski. Byłam zachwycona tymi nowymi, zupełnie innymi literami i słowami. Zaczęło się stawać dla mojej mamy ewidentne, że mam talent językowy. W liceum ogromną rolę odegrała moja pierwsza nauczycielka, Pani Beda, była genialna. Niemniej jednak, byłam imprezowiczką, miałam czarne, długie włosy, nosiłam czarne Martensy i plecak militarny, słuchałam grunge’u, jeździłam na koncerty i nie w głowie była mi nauka. W trzeciej klasie liceum przejął nas native speaker, Amerykanin. Zakochałam się w nim jedną z tych młodzieńczych miłości i za wszelką cenę chciałam, żeby był ze mnie dumny. W 1999 dostałam się na anglistykę. Tam też imprezowałam z Phillipem Poyntonem, synem jednego z wykładowców. Jeden rok nawet oblałam, więc zdecydowałam się na dziekankę i wyjazd do Stanów, żeby nabrać pewności siebie i naturalności w mówieniu. Genialna decyzja. Po powrocie zrobiłam dwie specjalizacje – nauczycielską i tłumaczeniową na studiach magisterskich na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę dostałam od razu po studiach. W 2009 wyjechałam do Anglii i rok po przyjeździe otworzyłam własną szkołę.

Pro-Language Project to przede wszystkim metoda Talk Talk English. Czym różni się od innych metod nauczania i jakie daje korzyści?

Jest to nasza autorska metoda bezpośrednia, która wykorzystuje elementy innej, bardzo znanej metody, którą nauczałam przez niemal 10 lat i byłam jej ogromną fascynatką.  Nie pracowałam jednak w jej tradycyjnej formie. Dodawałam coraz więcej, wyrzucałam przestarzałe słownictwo… Sama w sobie była ona metodą dość sztywną i skostniałą. Pierwsze etapy nauki były w niej genialne i silnie angażujące, ale bardzo trudno było podtrzymać motywację uczniów na wyższych etapach. Dodatkowo, w poprzedniej metodzie uczniowie nie mieli dużej okazji do  zadawania pytań, a prawdziwa interakcja w języku to przecież seria pytań i odpowiedzi. W metodzie Talk Talk ćwiczymy zadawanie pytań przez inwersję i „wykorzeniamy” polską tendencję do wykorzystywania jedynie intonacji głosowej do zadania pytania. Metoda ta została stworzona z myślą o odbiorcach już żyjących w krajach anglojęzycznych, uczy nowoczesnego języka i całkowicie angażuje podczas zajęć. Ja wyznaję zasadę: języka nie można nauczyć się w ciszy, więc nasze lekcje zdominowane są komunikacją, natomiast zadania ze słuchu, czytania i pisania zadawane są jako prace domowe w specjalnym zeszycie ćwiczeń, którego wypełnienie jest ‘wejściówką’ na kolejne zajęcia.

Jakie błędy nauczyciele języków obcych popełniają najczęściej?

Nie mają skutecznie wprowadzonego systemu powtórek, przez co materiał nie jest w stanie przejść z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Karają za błędy i wywołują w uczniach poczucie winy, zamiast nauczyć ich, że pomyłki są częścią procesu uczenia. Dużym błędem jest również uzależnianie od siebie studentów i brak umiejętności rozwijania w nich samodzielności. Moi studenci wiedzą już o tym, że nie biorę na swoje ramiona odpowiedzialności za brak ich postępów, ponieważ ja jestem dla nich w 100%, ale jestem “tylko” trenerem. Cała ciężka praca należy do nich. Na siłowni nasz trener personalny nie robi niczego za nas, ale mówi nam jak wykonywać wszystkie zadania i sprawdza nasze postępy. Pracuję tylko z ludźmi, którzy są gotowi pracować.

Czy zgadzasz się ze słowami Thomasa Carruthersa, który mawiał, że nauczyciel to ktoś, kto stopniowo czyni siebie niepotrzebnym?

Tak, miałam szczęście poczuć ich moc na własnej skórze – zarówno szkoląc swoich studentów, jak i trenując kadrę. Pamiętam jak szkoliłam swojego pierwszego pracownika. Dziś to ja podglądam jej lekcje, zapisuję pomysły jakie wprowadza i z dumą stwierdzam, że zdecydowanie uczeń przerósł mistrza. Mogę też przyznać się do jednej, odrobinę kompromitującej sytuacji. Podczas zajęć w jednej z zaawansowanych grup, mówiąc szybko popełniłam błąd i wypowiedziałam zdanie w drugim okresie warunkowym zamiast trzecim, a moja studentka Paulina, która była w naszej szkole od poziomu zerowego, w jednej sekundzie wyłapała ten błąd i powiedziała „a to zdanie nie powinno brzmieć:  If she had been diagnosed earlier, they would have treated her sooner?” Duma w moich oczach i sercu przesłoniła moje zażenowanie faktem, że nawet jako nauczyciel czasami popełniam błędy.

Jak określiłabyś błędy i ślepe zaułki, przed którymi można by przestrzec uczniów?

Pierwszy i najważniejszy ślepy zaułek to przekonanie, że języka obcego można nauczyć się w trzy miesiące. Wiele razy musiałam weryfikować tego typu przekonania i pocieszać tych najbardziej zdemotywowanych brakiem widocznych, w ich mniemaniu, postępów. Musimy zaakceptować fakt, że pewien czas i wysiłek musi upłynąć, trud i pieniądze muszą być w ten proces włożone. Drugim błędem jest opieranie się tylko na jednej metodzie nauczania. Uważam, że metody należy mieszać, uczęszczać do kilku miejsc jednocześnie, uczyć się z aplikacji na telefonie, TV, internetu, płyt i rozmów z osobami anglojęzycznymi. Trzecim błędem jest robienie przerw w nauce, czwartym uczenie się słówek wyrwanych z kontekstu, a piątym i typowym dla Polaków jest brak wiary w siebie, który powoduje strach przed popełnianiem błędów.

Dziękuję za rozmowę!
Alicja Gietka

Pro-Language Project: www.prolanguage.co.uk